Legendy i miejskie historie z dreszczykiem

Granica między światami bywa cienka. Czasem tak cienka, że wystarczy skręcić w uliczkę, stanąć pod konkretnym murem, żeby odnieść wrażenie, że coś przemyka tuż obok. Polska pełna jest takich miejsc — jedne są znane, inne żyją tylko w lokalnych opowieściach. W niektórych miastach słychać echa dawnych tragedii, czasem śmiechy, szelest sukien, brzęk kluczy czy skrzypienie drzwi, których nikt nie otworzył. Jeśli lubisz doświadczać miejsc inaczej i chcesz wejść w tę warstwę „pomiędzy”, zapraszam Cię w podróż. Będzie o duchach, diabłach, czarownicach  i  opowieściach przekazywanych z pokolenia na pokolenie.


Tam, gdzie pamięta się więcej, niż mówi

Są miejsca, które wyglądają spokojnie, a jednak w powietrzu niesie się ciężar dawnych tragedii. Wrocław jest jednym z takich miast. Wystarczy wejść na Ostrów Tumski, żeby zrozumieć, dlaczego tak wiele osób twierdzi, że tu granica między światem żywych i zmarłych jest najcieńsza.

Wśród cegieł Archikatedry św. Jana Chrzciciela tkwi kamienna twarz — wykrzywiona, jakby zatrzymana w ostatnim krzyku. Legenda mówi o czeladniku Henryku, którego  miłość skłoniła do popełnienia zbrodni. Podpalił warsztat złotnika, a gdy wspiął się na wieżę, by podziwiać swoje dzieło,  mury chwyciły go za głowę. Został w nich do dziś, tak przynajmniej  podaje legenda.

Barbara Maliszewska
CC BY-SA 3.0 pl

Ale są też opowieści, które krążą wśród duchownych — o nocnym orszaku kanoników przechodzącym przez ściany świątyni, o krokach słyszanych w prezbiterium i o głosach, które słychać, gdy katedra jest zamknięta. To już nie tylko legenda, ale lokalna pamięć: mówiono, że duchy pojawiają się, kiedy umiera jeden z kapłanów, jakby przychodziły po niego.


Miasto, które nigdy nie bało się magii

Jedną z opowieści, która wyjątkowo mocno wrosła w Kraków, jest legenda o Janie Twardowskim — czarowniku, który magię uprawiał właśnie tutaj, w okolicach Rynku. To w krakowskiej karczmie Rzym, jak głosi opowieść, miał podpisać cyrograf z diabłem, a potem… uciec na kogucie. Warszawa pamięta Twardowskiego inaczej — jako maga, który w lustrze przywołał ducha Barbary Radziwiłłówny.

Morneomorneo
CC BY-SA 3.0 pl

Według lokalnych przekazów wciąż można zobaczyć na Rynku przemykający cień mężczyzny w kontuszu, który pojawia się przed zamknięciem lokali. Niektórzy mówią, że to echo tamtej nocy, inni — że to Twardowski, który raz na jakiś czas próbuje wyrwać się z miejsca między światami, w którym utknął.

Tu duchy niekoniecznie straszą — często po prostu są. Wędrują po ulicach, przysiadają na murach, jakby pilnowały starych historii.


Kiedy piekło otwierało drzwi naprawdę

Lublin widział naprawdę wiele , na przykład diabelski sąd, który podobno naprawdę odbył się w tym mieście.

Opowieść o lubelskich diabłach zaczyna się na skraju miasta, przy Bożej Męce — kapliczce, która według dawnych przekazów zamyka wejście do piekła. Ludzie wierzyli, że o północy można tu spotkać samego Lucyfera, jeśli obejdzie się kapliczkę dziewięć razy, patrząc w jej szczyt.

BogTar201213
CC BY-SA 4.0

Ale najważniejsze wydarzyło się w Trybunale Koronnym. Uboga wdowa, skrzywdzona przez sąd, wykrzyknęła, że nawet diabły byłyby sprawiedliwsze. I diabły przyszły. Przebrały się za sędziów, wydały wyrok i przypieczętowały go odciskiem łapy, który wypalił się nawet na blacie stołu. A Chrystus z trybunalskiego krucyfiksu — jak głosi legenda — odwrócił twarz w stronę ściany, bo diabły okazały się porządniejsze od ludzi. To nie jest bajka — o „czarciej łapie” pisano już w pierwszej połowie XIX wieku.


Miasto nieukojonej pamięci

Warszawa ma duchy, które nie straszą, ale  opowiadają. O niesprawiedliwości, o krzywdzie, o życiu, które zakończyło się zbyt nagle. W kamienicy Mansjonarii na Starym Mieście nocą słychać odgłosy dobiegające z kuchni: stuk talerzy, szelest spódnic, szepty. To echo historii dwóch kobiet, które stracono po śmierci młodego księcia — bez procesu, bez dowodów.

W pałacach, w bramach, w teatrach — Warszawa jest pełna postaci, które nie znalazły ukojenia. To miasto, które pamięta wszystko. I czasem tę pamięć oddaje w formie legend, które trudno zbyć uśmiechem.

Tilman2007
CC BY-SA 4.0

Rynek, który żyje własnym rytmem

Poznański Stary Rynek jest jasny, kolorowy i pełen życia. Ale nocą ma drugą twarz. W podcieniach kamienic pojawiają się duchy biedaków, którzy prosili tu o jałmużnę i umierali z zimna i głodu. Pod ratuszem słychać czasem głosy dochodzące z piwnic, w których więźniowie czekali na wyrok. Nieco głośniejsze i bardziej zdecydowane duchy wciąż krążą wokół fundamentów budowli.

Mkos
CC BY-SA 3.0 pl

Jedna z legend mówi o stróżu Bolku, który pewnej nocy znalazł na rynku rannego ptaka. Nie wiedział, że to wrona-posłaniec z niezwykłego stada. Gdy ptak wrócił do zdrowia, na poznańskim niebie pojawił się czarny rój ptaków, któremu przewodził król wron. Od tamtej pory ptaki strzegą  miasta. Mówi się, że jeśli wrony gromadzą się ponad ratuszem, znaczy to, że król wron czuwa. To legenda bardziej opiekuńcza niż groźna, ale wciąż żywa w opowieściach Poznaniaków, którzy lubią powtarzać, że nie wszystkie skrzydlate cienie nad rynkiem są tylko ptakami.


Tam, gdzie duchy mają smak soli

Morze ma to do siebie, że zaciera ślady, ale pamięta historie. I może właśnie dlatego mieszkańcy mówią, że tu zaciera się granica między światem ludzi a światem legend.

DARIUSzpre
CC BY 3.0

W Gdyni często wraca się do opowieści o młodym rybaku Macieju i syrenie. To historia o miłości, która pokonała granicę między światami — o nocnych spotkaniach na środku zatoki, o łodzi, która do dziś podobno wypływa sama, o pieśni, którą słychać tylko wtedy, gdy powierzchnia morza jest gładka jak szkło. To nie jest legenda o strachu. To opowieść o tęsknocie. I o duchu, który wraca nie dlatego, że coś trzyma go na ziemi, ale dlatego, że coś wciąż go tu woła.


Miasta, które żyją między światami. I spacery, które te światy odsłaniają

Każde z miejsc ma swoje duchy: te groźne, te smutne, te piękne. Jedne strzegą skarbów, inne wspomnień, a niektóre — ludzi, którzy wciąż tu wracają. Jeśli masz ochotę je poznać, w TUTAY znajdziesz opowieści prowadzące dokładnie w te rejony. Małgorzata Milian-Lewicka zabierze Cię w świat „Strasznego Wrocławia” i odkryje z Tobą „Nawiedzony Kraków”, a Magdalena Kowalska-Cichy poprowadzi Cię „Śladem czartów i duchów po Lublinie”, które ponoć wciąż krążą wokół Trybunału. Warszawa w spacerze Sebastiana Flaka pokaże Ci drugie oblicze Starego Miasta — to „Miasto nieukojonej pamięci”, Poznań odsłoni „Duchy poznańskiego Rynku”, a nad Zatoką Gdańską wyruszysz w drogę z „Morskimi wilkami i syrenami”.

Michał Kluczewski
Domena publiczna

Każdy z tych spacerów otworzy przed Tobą inną furtkę i pozwoli poczuć, że świat tego, co opowiadane szeptem, jest bliżej, niż mogłoby się wydawać.