Miasto, w którym duchy mają swoje ścieżki
Lublin jest jednym z tych miejsc, w których historia nie kończy się na datach. Legendy żyją w jego przestrzeni — w zaułkach, bramach, na ścianach starych kamienic. Gdy idziesz przez Stare Miasto, czasem masz wrażenie, że ktoś szepcze Ci nad uchem historię z innego wieku. Lublin po prostu taki jest: świadomy swojego dziedzictwa, ale nieco zaczepny, lubiący opowieści, które wykraczają poza podręczniki.
Ale to dopiero wstęp do lubelskiego świata zjaw.
Miasto, w którym cień opowiada więcej niż niejeden przewodnik
Mówi się, że kiedyś pewna uboga wdowa — bez wpływów, bez pieniędzy, bez możliwości, by przekonać kogokolwiek do swojej racji — stanęła przed Trybunałem Koronnym. Miała tylko prawdę i nadzieję, że ktoś jej uwierzy.

CC BY-SA 4.0
Ale sędziowie byli głusi. Może przekupieni, może obojętni, może zmęczeni kolejną sprawą ludzi, których świat łatwo pomija. Wyrok zapadł szybko i był do bólu niesprawiedliwy. Wdowa, popychana rozpaczą, rzuciła w kierunku sali jedno zdanie, które przeszło do historii:
„Gdyby mnie choć diabli sądzili, krzywdy bym takiej nie miała”.
Nocą ratusz miał się obudzić. Drzwi się zamknęły, świece zapaliły, a w pustej sali zasiadły mroczne istoty, które przybrały postacie sędziów. Kontusze, peruki, księgi — wszystko jak w dzień, tylko spojrzenia orzekających ciemniejsze.

CC BY-SA 4.0
Diabły, jak głosi opowieść, okazały się bardziej uczciwe niż sędziowie. Wysłuchały wdowy i podpisały wyrok, wypalając swój podpis na stole. Tego stołu już w Trybunale nie zobaczysz — dziś stoi w Muzeum Narodowym — ale sama legenda wciąż krąży po Rynku i trwa w murach, schodach, a nawet w spojrzeniach rzeźbionych masek nad kamienicami.
Duch, który nie chciał odejść
W dominikańskim klasztorze krąży opowieść o ojcu Pawle Ruszlu — zakonniku i teologu, którego śmierć stała się początkiem jednej z najbardziej zagadkowych lubelskich historii…
Pewnego dnia, gdy zmarł, jego ciało zniknęło z klasztornej celi.
Wkrótce zaczęto widywać jego postać w miejscach, które znał najlepiej: na krużgankach, w wirydarzu, a nawet przy organach, na których grywał za życia. Podczas II wojny światowej jego duch miał przestraszyć niemieckiego żołnierza tak bardzo, że ten strzelił w ciemność — ślad po kuli podobno został na ścianie.
Po latach, w murze kościoła, znaleziono wnękę ze szkieletem w dominikańskim habicie. Być może było to ciało, które zniknęło przed laty?
Kamień, którego lepiej nie dotykać
Są miejsca, które omija się trochę instynktownie. Jednym z nich jest kamień nieszczęścia — głaz leżący tuż za Bramą Trynitarską.
Według legendy — a przynajmniej jednej z jej wersji — kamień miał pochodzić ze Sławinka i przez pewien czas służył jako narzędzie pracy miejscowego kata.Kiedy jednak ścięto na nim osobę niewinną, zaczął uchodzić za pechowy. Mieszkańcy szeptali, że powodował wszystko, czego lepiej unikać: od wypadków po dziwne zgony.

CC BY-SA 4.0
A nocami — jak pisał Józef Czechowicz — diabły toczyły go po całym mieście, jakby sprawdzały, czy przypadkiem nikt nie odważy się go dotknąć.
Patrzysz na niego, niby wiesz, że to tylko legenda, ale jakoś naturalnie cofasz się o pół kroku…
Zegarmistrz, który zdradził czas
Jest też w Lublinie duch, który kocha… hałas. To zjawa pana Lutowskiego, zegarmistrza-hulaki.
W XIV wieku zegar na Bramie Krakowskiej wskazywał nie tylko godziny. Jego dzwon pełnił funkcję miejskiego alarmu — bił na trwogę, gdy w mieście wybuchał pożar lub mieszkańcom groziło inne niebezpieczeństwo.

CC BY-SA 4.0
Pan Lutowski natomiast zamiast dbać o zegar, pił, kłócił się i demolował wszystko, co wpadło mu w ręce. Pewnej nocy tak uderzył w mechanizm, że zegar przerwał ciszę miasta i zaczął bić jak oszalały. Mieszkańcy wybiegli z domów przekonani, że płonie miasto.
Podobno od tamtej pory zegar nigdy nie wskazuje poprawnej godziny. A nocami w wieży czasem słychać jęki i zawodzenia, które nie wiadomo do kogo należą.
Czy to legenda? Pewnie. Ale w Lublinie legendy są bliżej codzienności, niż się wydaje.
Wesele, które nigdy się nie skończyło
Na Czechowie istniał kiedyś pałac, w którym odbyło się wesele sióstr szlacheckiego rodu. Zabawa trwała w najlepsze, gdy wtem… Podłoga nie wytrzymała ciężaru tańczących — zawaliła się, grzebiąc panny pod gruzami (w tym kilka dopiero co wydanych za mąż szlachcianek).
Dziś pałacu już nie ma, ale opowieść wciąż jest znana. W ciche księżycowe noce, jak mówią mieszkańcy, można zobaczyć białe suknie odbijające się w ciemnej wodzie.

CC BY 4.0
Opowieści, które przyprawiają o gęsią skórkę
Jeśli po tym artykule zastanawiasz się, , czy Lublin ma jeszcze coś do opowiedzenia, odpowiadamy — tak!
Najciekawsze wątki, historie i miejsca, których nie znajdziesz w przewodnikach, tworzą trasę spaceru Magdaleny Kowalskiej-Cichy „Śladem czartów i duchów po Lublinie”. Autorka zaprowadzi Cię nawet do miejsca, w którym podobno ukryte jest wejście do piekła…

CC BY-SA 4.0
zdjęcie główne:
https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/f/fe/Lublin_Old_Town_Skyline.jpg
Max Dziekański
CC BY-SA 4.0
